Przez długi czas czułam wielki wstyd z tego powodu, że mąż mnie zdradzał. No, bo to przecież dlatego, że jestem nieatrakcyjna i beznadziejna, wszystkie przygodne jego partnerki były lepsze ode mnie, prawda?
Otóż nie. To, co on robił świadczy o nim, nie o mnie.
Nawet jeśli nie byłaś zdradzana, tylko związek się rozpadł z innego powodu (jego nałogi, ucieczka w pracę, „w jego sprawy”) – to PRZYCZYNA jego zachowania nie leży w Tobie tylko w nim. To jest o nim, a nie o Tobie że byłaś nie-dość-dobra, obojętne pod jakim względem).
Oczywiście, przyczyny rozpadu związku leżą w jakimś stopniu po obu stronach (nieumiejętność rozmowy, rozwiązywania konfliktu, mówienia o potrzebach, niepoświęcanie sobie wzajemnie uwagi tylko wkręcenie się w obowiązki, pracę i codzienne sprawy, unikanie kontaktu).
Tak, ale te problemy można rozwiązywać jeśli jest wola obu stron. Natomiast uciekanie w romanse na boku czy alkohol nie przyczynia się do rozwiązania sprawy, więc to był jego wybór. Więc to on nie miał lepszego pomysłu i strategii na radzenie sobie z problemami i to nie chodziło o to, że Ty jesteś „nie taka”.
Prawda jest taka, że jak ktoś wskakuje w nowy związek bez przyjrzenia się przyczynom rozpadu poprzedniego związku, to często te same lub podobne zachowania i problemy się powielają z nową osobą.
Poza tym, jak chodzi o zdradę i w ogóle nieudane związku – to z tego co kojarzę, to zdradzana była królowa Elżbieta, księżna Diana, Hillary Clinton i Jackie Kennedy, oraz cała masa polskich celebrytek o czym można poczytać w kolorowej prasie. Więc nawet jak jesteśmy zdradzone, to w doborowym towarzystwie, czyż nie?
Zatem, proszę Was kobiety – nie dajcie sobie wmawiać lub wbijać się w poczucie winy i wstyd, że to z Wami coś było nie tak.